Wczorajszy Dzień Kobiet oraz kilka ostatnich rozmów na temat pracodawców zainspirowało mnie do zastanowienia się nad kwestią macierzyństwa w pracy. Nie bez znaczenia jest też to, że sama jestem mamą i temat dotyczy także mojej osoby 🙂

Zapewne wiele z Was, Drogie Mamy, zastanawiało się nad tym czy, decydując się na dziecko, będzie fair wobec swojego pracodawcy. Czy to na pewno odpowiedni moment? Czy zdążę zrealizować wszystkie zaplanowane projekty? A co pomyśli mój szef lub szefowa? Czy będę mogła wrócić po urlopie na swoje stanowisko? Brzmi znajomo? W czasie ciąży staramy się nie wykorzystywać naszego (odmiennego bez wątpienia) stanu – pracujemy na tyle, na ile pozwala nam nasze zdrowie i samopoczucie, angażujemy się tak samo jak wcześniej i liczymy na to, że pracodawca będzie wobec nas fair.

Od pracodawcy oczekujemy, że po urlopie umożliwi nam powrót na poprzednie stanowisko pracy, że pozwoli nam robić przerwy na karmienie, że zmniejszy nam odrobinę wymiar czasu pracy, abyśmy mogły odebrać dziecko ze żłobka lub od niani. Większość z tych rzeczy gwarantuje nam kodeks pracy, jednak postawa pracodawcy jest równie istotna jak przepisy. W idealnym świecie sytuacja byłaby prosta – my, jako mamy, jesteśmy fair wobec pracodawcy, a on odpłaca nam tym samym. Zatem dlaczego to nie działa? Czy są pracodawcy czy szefowie, którzy z gruntu nie lubią dzieci i są nieprzychylnie nastawieni do przyszłych mam? A może to my nie do końca jesteśmy w porządku?

Pierwsza sytuacja: rozmawiam ze znajomą, która niedawno urodziła drugie dziecko, opowiadam, że w ciąży super się czułam, pracowałam tyle ile mogłam, podczas urlopu macierzyńskiego utrzymywałam kontakt z pracodawcą i robiłam wszystko, żeby nie „wypaść z branży”. W odpowiedzi słyszę, „a po co? – ja pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się o ciąży poprosiłam o zwolnienie – przecież nie będę dojeżdżać samochodem tyle kilometrów do pracy! Po pierwszym macierzyńskim wróciłam do pracy tylko na chwilę, bo wiedziałam, że jestem w ciąży i zaraz pójdę na zwolnienie, a pracodawca będzie zmuszony wypłacać mi wynagrodzenie..”

Druga sytuacja: pracowałam w dziale HR, w którym mieliśmy zasadę, że pracownikom oferujemy pierwszą umowę na okres próbny, drugą na czas określony, a trzecią na czas nieokreślony – wszystko zgodnie z literą prawa. Staraliśmy się przy tym być elastyczni i w wyjątkowych sytuacjach skracaliśmy czas określony, niekiedy zastępowaliśmy umowę terminową zatrudnieniem na czas nieokreślony. Jedna z pracownic poprosiła, aby po okresie próbnym zatrudnić ją na czas nieokreślony, argumentowała to tym, że chce wziąć z mężem kredyt. Szef skonsultował to ze swoim przełożonym, działem HR i finalnie umowa została pracownicy przedłużona na czas nieokreślony. Trzy dni później pracownica przyniosła zwolnienie lekarskie i poinformowała, że jest w ciąży.

Takich sytuacji mam w pamięci więcej, ale nie będę Ci ich serwować, myślę, że te wystarczą. Wiem, że nie każda mama, czy przyszła mama, zachowuje się nie fair wobec swojego pracodawcy, ale wiem też, że nie każda jest wobec niego w porządku – pokazuje to moje doświadczenie i doświadczenie pracodawców, z którymi współpracuję.

Mam zatem do Ciebie prośbę mamo lub przyszła mamo..

.. traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana.

Pomożesz mi i innym mamom. Pomożesz też pracodawcom! Już nigdy nie będą patrzyli na przyszłą mamę jak na oszustkę. Pomożesz też kandydatkom, które starają się o pracę, bo my – MAMY, jesteśmy przecież świetnymi pracownicami!

Dobrego dnia Mój Ulubiony Czytelniku 🙂

Udostępnij:
Ula Zając-Pałdyna
Autor wpisu: Ula Zając-Pałdyna
Założycielka HR na obcasach, właścicielka agencji doradztwa personalnego, prawniczka pisząca doktorat z zarządzania.