• Nie taki kandydat straszny, jak go malują!

    Przyznaję bez bicia, że do napisania dzisiejszego postu skłonił mnie artykuł, na który natknęłam się kilka dni temu na Facebooku (artykuł znajdziesz: tu). Sama forma artykułu nie jest w moim stylu, bo nie lubię wulgaryzmów i, moim zdaniem, dość agresywnego tonu, ale nie w tym rzecz – w końcu każdy ma swój styl 😉 Postanowiłam wejść w polemikę z autorem, bo temat relacji pracodawca (rekruter) – kandydat to temat rzeka. Rekruterzy narzekają na nieodpowiedzialność kandydatów, a ci psioczą na brak informacji zwrotnej ze strony pracodawców oraz dziwne pytania podczas rozmowy. Generalnie jedni narzekają na drugich, a przecież na koniec dnia mają wspólny cel, prawda?

    Halo? Dzień dobry!

    Na co dzień sporo czasu poświęcam na rozmowy z kandydatami – są tacy, którzy odbierają telefony ode mnie w godzinach pracy, inni nie. Jedni chcą się spotkać w ciągu dnia, inni preferują skrajne godziny – wszystko zależy od ich sytuacji w pracy i możliwości „wyrwania się” na rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko oczekiwać, że każdy odbierze telefon i od razu zgodzi się na spotkanie w terminie dla mnie najdogodniejszym. Ja sama przecież nie zawsze jestem dostępna, bo mam spotkania, prowadzę warsztaty, no i nie jestem nie wiadomo kim, więc nie oczekuję jakiegoś szczególnego traktowania. I ja i kandydat mamy interes – on chce znaleźć pracę, ja potencjalnie mam dla niego ofertę pracy. Nie ma tu żadnej hierarchii, oboje jesteśmy sobie równi i nie ma znaczenia kto reprezentuje pracodawcę. Dziś to kandydat na równi z pracodawcą podejmuje decyzję o tym, czy chce pracować w danym miejscu, czy nie. W rozmowie z kandydatem staram się więc znaleźć konsensus, a jeśli rozmijamy się godzinami, staram się dostosować – spotkać gdzieś po drodze z pracy, albo przyjść wcześniej do biura. Jeśli po stronie kandydata nie ma żadnej elastyczności i chęci współpracy, jest to dla mnie sygnał, że nie powinnam go jednak zapraszać na spotkanie. Takie sytuacje zdarzyły mi się może raz, czy dwa, bo kandydatom zwykle zależy na rozmowie z potencjalnym pracodawcą.

    Mail z potwierdzeniem? Zawsze!

    Zapraszając kandydata na spotkanie, nawet nie silę się na tłumaczenie drogi dojazdowej i nazwiska osoby, która będzie prowadziła rozmowę. Wiem jak trudno jest zapamiętać lub zapisać szczegóły, gdy masz na ręku wrzeszczące dziecko lub jesteś w trakcie służbowego spotkania. Po rozmowie z kandydatem wysyłam mu maila potwierdzającego ze szczegółami spotkania i numerem kontaktowym. Tym, którzy o to proszą zdarza mi się nawet wysłać sms-a z potwierdzeniem. Jeśli nie masz czasu na pisanie spersonalizowanych maili, a pracujesz w systemie typu ATS, potwierdzenie spotkania wyślesz kilkoma kliknięciami myszką. Jeśli korzystasz z tradycyjnej skrzynki mailowej, wystarczy skorzystać z szablonu wiadomości. Czy oczekuję, że kandydat podziękuje mi za maila? Fajnie, jeśli tak się zdarzy, jednak nie różnicuję sytuacji kandydatów z tego powodu! Człowieka mogę z pełną świadomością ocenić pod kątem wymagań stanowiska dopiero wtedy, gdy go poznam, a wrażenia sprzed spotkania zbieram, aby zweryfikować je podczas rozmowy bezpośredniej.

    Feedback? Nie dziękuję!

    Informacja zwrotna to trudny temat, nie tylko dla kandydatów – pisałam kiedyś o swoich doświadczeniach z feedbackiem, które wcale nie były łatwe (artykuł znajdziesz: tu). Nie każdy jest przyzwyczajony do otwartej i szczerej informacji zwrotnej, bo być może nigdy jej nie otrzymał. Dostałeś/-aś kiedyś w szkole dobry feedback? Ja nie.. Nie oczekuj więc, że każdy kandydat będzie otwarty i głodny informacji o tym jak go oceniono. I ma do tego prawo – tak samo jak ma prawo zrezygnować z oferty w ostatniej chwili, nie przyjść na umówione spotkanie czy wpisać w swoim cv cokolwiek tylko zechce. Moim zadaniem jest wyciągnięcie wniosków z postępowania kandydata i spowodowanie, aby został zatrudniony najbardziej odpowiedni człowiek. Gdyby kandydat w odpowiedzi na feedback napisał mi „Wal się” (cytując autora wspomnianego artykułu), uznałabym, że podjęłam bardzo dobrą decyzję nie zatrudniając go i wciągnęłabym go na tzw. „czarną listę”. I tyle. Praca w rekrutacji to praca z drugim człowiekiem, który ma prawo zachować się zgodnie ze swoimi normami, niekoniecznie moimi. Moja rola sprowadza się do znalezienia najodpowiedniejszego człowieka w kontekście wymagań stanowiska. A że niektórzy palą za sobą mosty? Ich strata, nie moja.

     Relacje kluczem do sukcesu!

    Podczas procesów, które prowadzę staram się budować fajne relacje z kandydatami. Nie ma u mnie miejsca na stresujące rozmowy i niestandardowe zagrywki. Jest przestrzeń na zbudowanie relacji, zaangażowanie kandydata i porozmawianie na luźne tematy. Jeśli kandydat/-ka jest gotowy i chętny do uzyskania feedbacku – super, ale nic na siłę. Dostosowuję swoje działania do osoby, z którą mam do czynienia.

    I na koniec. Mam zasadę, której się trzymam – nie przechodzę z kandydatami na „ty” i nie skracam sztucznie relacji. I nie wynika to z faktu, że czuję się ważna, tylko dlatego, że prowadzę rekrutację. Ja po prostu uważam, że przyjdzie na to czas i nie ma sensu pokazywać kandydatowi jaką to luzacką organizacją jesteśmy – nawet jeśli rzeczywiście tak jest. Przecież on to zauważy – czekając na spotkanie, obserwuje pracowników, przysłuchuje się temu jak się do siebie zwracają, jaka panuje pomiędzy nimi atmosfera i relacje. Naprawdę nie trzeba się silić, żeby być cool i trendy. Czy przez moją postawę relacja z kandydatem jest gorsza? O to trzeba byłoby zapytać moich kandydatów i klientów, jednak nie zauważam, aby moje relacje z kandydatami na tym traciły.

    Masz inne doświadczenia, a może się zgadzasz z moim stanowiskiem? Zapraszam do dyskusji!

    Ps Serdeczne pozdrowienia dla autora artykułu, który był dla mnie inspiracją do napisania tego postu.

8 komentarzyso far.

  1. Dorota Lipińska napisał(a):

    Ula – doskonale wiemy jaki do jakiego artykuły się odnosisz 🙂 i właściwie zgadzam się z Tobą w większości. Każdy ma coś za uszami i każdy – pracodawcy i pracownik może robić coś lepiej – opowiadać, powiedzieć, zaprosić itp. Każdy z nas mógłby godzinami opowiadać o „dziwnych” przypadkach zarówno w roli rekrutera, jak i kandydata. Ale z jednym się nie zgadzam – przechodzenie na Ty nie jest tylko oznaką bycia cool, to przynosi wymierne korzysći obu stronom – my jako pracodawcy jesteśmy zgodni z naszą kulturą, jesteśmy spójni i autentyczni od samego początku, rekrutujemy takich ludzi, którzy do nas pasują i są tak samo autentyczni i naturali jak my od samego początku. Uwierz mi, że to zmienia wiele – kandydaci czują się u nas jak na fajnym spotkaniu przy kawie, rozmawiamy jak ze znajomym, a kandydatowi jest komfortowo – widać wyraźnie, że z każdą chwilę stresuje się coraz mniej, że jest z nami bardziej szczery, docenia niekorporacyjną atmosferę i zdejmuje maskę! i w tym rzecz – wtedy naprawę poznajemy człowieka 🙂 a o to przecież chodzi w procesie rekrutacji, żeby go jak najlepiej poznać i dzięki temu upewnić się czy do nas pasuje czy nie. Sama nie byłam do tego przekonana na początku,ale teraz widzę wartość takiego podejścia. Spróbuj i przekonaj się sama 🙂

    • Urszula napisał(a):

      Dorota – dziękuję za Twój komentarz, bardzo cenne uwagi 🙂 Lubię eksperymentować, więc pewnie kiedyś spróbuję. W artykule zależało mi na tym, żeby podkreślić, że przechodzenie na „Ty” niekoniecznie jest potrzebne, żeby zbudować relację z kandydatem i czasami jest po prostu sztuczne. Jeśli jest to tylko elementem kultury i wspiera proces, nie mam z tym problemu, choć sama jeszcze średnio to czuję. Chętnie napiszę o tym, jak już będę miała za sobą pierwsze doświadczenia 🙂

      Pozdrawiam serdecznie!
      Ula

  2. idenarozmowe.pl napisał(a):

    Ula, jestem Twoim czytelnikiem od dłuższego czasu i przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się zarówno styl, jak i tematyka którą poruszasz.
    Mamy różne doświadczenia i (mam wrażenie) oczekiwania od kandydatów. Nic w tym dziwnego,w końcu pracujemy dla różnego typu firmm, gdzie kultura organizacyjna jest zupełnie inna. Tym samym, szanuję że zachowujesz dystans względem kandydatów, lecz dopóki nie spróbujesz, nie przekonasz się, że przynosi to wymierne korzyści. Oczywiście, możesz mi zarzucić zbyt szybkie spoufalanie się, jasne. Zastanówmy się tylko nad jedną rzeczą: patrząc na wiele firm, które piszą w ogłoszeniach i na swoich stronach o otwartości, szczerości, pracy na luzie i w „super niekorporacyjnej atmosferze”,które wrzucają zdjęcia z imprez plenerowych lub biurowych – nie piszą „zapraszamy państwa do pracy w naszej firmie”. Wręcz przeciwnie – wychodzą na przeciw oczekiwaniom rynku, mówiąc „cześć! dołącz do nas!”. Dlaczego takim razie, tak łatwo jest HRowcom pisać na stronach i w ogłoszeniach w sposób bezpośredni, a gdy przychodzisz na spotkanie rekrutacyjne, tak sztywno, że chce się wyjść po 5 minutach.
    Wszyscy patrzymy na zachodnie wzorce, na świętego Google’a, bierzemy z niego przykład i mówimy „chcemy być jak oni”, a gdy przychodzi do spotkania z kandydatami, to już ciężko dotrzymać im tempa i wiarygodności? Ciąży nam polska mentalność „per Pan/” (choć na FB i innych portalach piszemy sobę na Ty).
    Osobiście, gdy przychodzi do mnie na spotkanie osoba starsza, zawszę mówię że mam na imię Darek, miło mi jeśli będzie mi mówił Pan po imieniu. Wtedy albo ktoś powie „Dobrze, Jacek jestem”, albo nie. Lecz wolę pokazać kandydatowi/kandydatce spójność tego, co przeczytał w ogłoszeniu, a tym co zobaczy wewnątrz. Dzięki temu utrzymam spójność obrazu jaki pokazuje na zewnątrz, z tym, jak jest w rzeczywistości. Czy nie oczekuje każda osoba która zaufa treści ogłoszenia i wyśle swoją aplikację?
    Nie zgodzę się z Tobą tylko w jednej rzeczy. Napisałaś „Moja rola sprowadza się do znalezienia najodpowiedniejszego człowieka w kontekście wymagań stanowiska”- szanuję, choć dla mnie to tylko połowa sukcesu. Wg. mnie, rolą każdego HRowca jest zbudowanie takiej kultury organizacyjnej i (teraz słowo klucz) -spójnego wizerunku, aby na spotkaniach rekrutacyjnych (oprócz dopasowania do stanowiska), potwierdzić zgodność z tym, co pokazuje kandydatom w ofertach pracy.
    Kończąc, dziękuję że poruszyłaś ten temat na swoim blogu. Zawsze chętnie przeczytam Twoją opinię na różne HRowe tematy.

    • Urszula napisał(a):

      Dziękuję za Twój komentarz, trochę liczyłam na to, że się odezwiesz 🙂

      Rozumiem Twoją argumentację co do przechodzenia na „Ty” i przyznaję, że „czepiam” się tego, gdy jest to sztuczne i niepotrzebne. Mi osobiście nie przeszkadza bycie per „Pan” czy „Pani”, a przejście na „Ty” pozostawiam sobie na moment, kiedy składam komuś ofertę, bądź przychodzi do pracy. Nie mówię kategorycznie nie przechodzeniu na „Ty”, ale na razie tego nie czuję.

      Piszesz o tym, że nie zgadzasz się z moim podejściem w kontekście roli rekrutera. Zgadzam się w 100%, że moją rolą jest nie tylko znalezienie właściwej osoby, ale też zbudowanie relacji, fajnego kontaktu, który w przyszłości procentuje (bo tak też pokazuje moje doświadczenie). Mi raczej chodziło o to, że nie obrażam się na kandydatów za to, że postępują zgodnie ze swoimi normami, a nie moimi. Oni mają do tego prawo i mi nic do tego. Jeśli nie są otwarci na feedback, w porządku.

      Pozdrawiam Cię serdecznie, dziękuję za Twoją wypowiedź i gdzieś wewnętrznie czuję, że jednak chyba mamy podobne podejście, mimo, że zupełnie inaczej je opisaliśmy 🙂

      Ula

  3. […] kandydatem i rekruterem. Głos w dyskusji zabrała również m.in. Urszula Zając-Pałdyna (Nie taki kandydat straszny, jak go malują). Zachęcam do zapoznania się z jednym i drugim stanowiskiem, koniecznie podzielcie się też […]

  4. Paulina napisał(a):

    Pani Ulo, bardzo się cieszę, że odniosła się Pani do ww.artykułu i podzieliła swoim doświadczeniem. Miałam dokładnie takie same odczucia, jak te, o których pisze Pani w swoim tekście. I niezmiernie cieszy mnie fakt, że można z kulturą i klasą wyrazić bardzo jednoznaczne stanowisko poparte konkretnymi argumentami… Czasami zerkając na niektóre aktualizacje na LinkedIn zstanawiam się, czy niektórym ludziom nie zachwiały się dosyć mocno pewne proporcje…Pozdrawiam serdecznie Panią i wszystkich czytelników Pani bloga:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *