• 2017 – dobrze, że jesteś!

    Od kilku dni wszędzie słyszę o postanowieniach noworocznych na 2017 rok. Nawet pisząc ten tekst słucham w radiu audycji o noworocznych celach i dietach. Bo przecież z czym można kojarzyć postanowienia noworoczne jak nie z dietą, chudnięciem czy rzucaniem papierosów? Trochę na przekór temu piszę dziś o moich celach, ale takich maleńkich, bo wielkich planów i nadziei związanych z postanowieniami noworocznymi nie zamierzam snuć.

    2016 – to był dobry rok

    Przeanalizowałam sobie ostatnio co wydarzyło się u mnie w roku 2016. Bez wątpienia był to dla mnie bardzo pracowity czas. W połowie stycznia powstał blog, który, jak się po jakimś czasie okazało, zaczął przynosić mi mnóstwo frajdy i satysfakcji. Przetrwałam pierwszą i bardzo wymagającą sesję na studiach doktoranckich – kto jest humanistą i musi wkuwać mikro i makroekonomię ten wie o czym mówię. Oczywiście poza zaliczeniami studia dały mi sporo wiedzy i aż dziwię się, że bez niej przeżyłam tyle lat. Zaczęłam też nową pracę – pojawiły się więc kolejne wyzwania i zdecydowanie mniej czasu na pozostałe aktywności. Po drodze było też kilka ciekawych projektów, artykułów i wykładów, które miałam przyjemność poprowadzić. Zaczęłam na stałe gościć w SGH jako wykładowca i poprowadziłam swoje pierwsze zajęcia dla słuchaczy studiów MBA. Przy okazji starałam się być dobrą mamą i dbać o relacje z ludźmi, na których mi zależy. I kiedy rok 2016 dobiegał końca zdałam sobie sprawę, że kilka rzeczy zaniedbałam. Mówiąc wprost przebimbałam ten rok.

    Kilku rzeczy nie udało się zrobić

    Może Cię to zdziwi, ale odpuściłam w zeszłym roku kilka obszarów, które są dla mnie ważne. Pierwszy z nich to czytanie. Moje półki uginają się od książek, a ja, zamiast czytać, ciągle kupowałam nowe. Jeśli coś czytałam, była to literatura przydatna do szkoły albo pracy i najlepiej poszczególne rozdziały lub fragmenty. Ciągle brakowało mi chwili na posiedzenie na kanapie z książką i kubkiem herbaty w ręku. Trochę narzekałam na to, że nie mam czasu na czytanie, bo naprawdę uwielbiam to robić. Z końcem roku postanowiłam więc przestać narzekać i czytam już drugą książkę! Okazało się, że można – w kolejce do lekarza, w korku, na parkingu i wieczorem przy lampce wina. Pozytywnym efektem ubocznym była konieczność nauczenia mojego syna samodzielnego zasypiania, bo to zabierało mi w najlepszym przypadku godzinę każdego dnia. Jak się okazało nam obojgu wyszło to na dobre. Drugą rzeczą, którą notorycznie zaniedbywałam był sen. Spałam po 3-4 godziny dziennie, czyli o jakieś 2-3 za mało. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać – częste infekcje i hektolitry wypijanej codziennie kawy. Pod koniec roku umówiłam się sama ze sobą, że będę spała przynajmniej 6 godzin dziennie. I znów okazało się, że można. Pewne rzeczy robię przez to dłużej, ale jestem dużo bardziej wypoczęta i szczęśliwsza. Nie zdarza mi się też zasypiać w trakcie zabawy z moim synkiem. Trzecim obszarem, który zaniedbałam jest sport. Kocham aktywność fizyczną, jednak perspektywa tego, że trening skróci mój sen skutecznie mnie do niego zniechęcała. Oddaliłam więc od siebie marzenie o przebiegnięciu półmaratonu i sporadycznie wychodziłam na fitness albo bieganie. To też postanowiłam zmienić już w grudniu. Przeprosiłam się z karnetem na fitness i obiecałam sobie, że dwa razy w tygodniu będzie dla mnie minimum. Czy wytrwam w tym postanowieniu? Sama bardzo za siebie trzymam kciuki.

    Dlaczego o tym piszę? Bo jestem przekonana, ze dzięki tym małym, z pozoru, zmianom będę w stanie osiągnąć w tym roku wszystko, co sobie postanowię. Kiedy zastanawiamy się nad postanowieniami noworocznymi często mówimy o wielkich rzeczach, bo przecież jak stawiać sobie cele to ambitne, prawda? A 12 miesięcy to mnóstwo czasu, więc czemu nie mierzyć wysoko? Zastanówmy się czasem nad tym co przeszkadza nam w osiągnięciu celu, jakie trudności napotykamy. Może to z nimi warto powalczyć. A może tak naprawdę nie do końca jesteśmy przekonani o tym, że chcemy coś osiągnąć, zrealizować. Może ten rok to jest właśnie czas na dojrzenie do tego, żeby czegoś nie robić, zrezygnować. I wcale nie jest to powód do wstydu czy ucieczki od kolejnych planów.

    Życzę Wam tego, żebyście spożytkowali ten rok dobrze, tak jak sobie postanowiliście.

2 komentarzeso far.

  1. M. napisał(a):

    Mądre słowa! Cele czy postanowienia nie musza byc ambitne. Warto wpisać na swoją „listę” te drobne rzeczy które mogą przynieść nawet większa satysfakcję niż ambitne cele. Na mojej liście jest coś dla kogoś i coś dla siebie np wsparcie schroniska, szlachetna
    paczka czy góry zimą i Mazury latem. Wiem, ze jeśli uda mi sie spełnić chociaż polowe listy ( w planach 100 punktów 😉 ) to będę z siebie dumna. Moja właśnie ambicją jest osiągnąć 100% stówy 😉

    • Urszula napisał(a):

      Dziękuję za miłe słowo 🙂

      Wygląda na to, że możemy się spotkać w tych naszych wspólnych (jak się okazuje) celach – na Mazurach, w górach albo podczas przygotowywania paczki 😉

      Powodzenia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *